O książkach

„Reemisja” – Izabela Milik

Po raz kolejny temat paranormalnych zjawisk wraca do mnie jak boomerang. Przyznam, że nie mam nic przeciwko, chociaż wpisując w wyszukiwarce hasła typu: “baphomet”, czy “demonologia” w momencie, kiedy jest grubo po północy, czuję się dość nieswojo. “Remisjeę” skończyłam czytać przed chwilą. Wydarzenia z ostatnich strony tak mną wstrząsnęły, że marzę aby szybko i w miarę umiejętnie sformułować kotłujące się myśli i odłożyć książkę na półkę. Jeśli jesteście ciekawi co stoi za tym, że pisząc tę opinię kontrolnie zerkam za siebie, to zapraszam do dalszej lektury.

Po dramatycznych wydarzeniach z przeszłości, Anna próbuje ponownie nadać swemu życiu sens. Pomaga jej w tym najdroższy mąż Robert. Wspólnie wkładają swą energię i miłość w wychowanie małego synka Kubusia, który jest dla nich całym światem. Tworzą obraz idealnej rodziny. Pewnego dnia Anna odbiera telefon, który sprawia, że spada na nią lawina przykrych wspomnień. Rozmówcą jest kobieta, która w przeszłości nie tylko ją oszukała, ale miała również niezaprzeczalny związek ze śmiercią jej byłego męża. Wszystkie tragiczne wydarzenia, które dotknęły Anie miały swój początek w organizacji kryjącej się pod nazwą Obóz Odrodzenia Ojczyzny, gdzie jej były mąż, Sylwester, był skarbnikiem. Kobieta ponownie zostaje wplątana w niebezpieczne intrygi, którymi steruje Wódz znienawidzonej przez nią partii. Nie wie jeszcze, że to co ją czeka, wykroczy poza wszelkie granice wyobraźni, a ona trafi w samo centrum demonicznego cyklonu napędzanego przez osobę dobrze jej znaną. Jeremi Pestis, przywódca Obozu Odrodzenia Ojczyzny, tym razem nie zamierza wypuścić Anny ze swych macek. Czy jego piekielny plan się powiedzie?

Pierwszym skojarzeniem jakie nasunęło mi się podczas czytania “Reemisji” były utwory z albumów “Demonologia” duetu Słoń i Mikser. Cały czas w myślach odtwarzały mi się melodie, w których dość barwnie opisywane były drastyczne sytuacje. Może to przez imię głównej bohaterki i wplatane w toku zdarzeń mroczne akcenty, sama nie wiem. Jednak muszę przyznać, że takie zestawienie dawało piorunujący efekt.
Sam wstęp do historii zapowiadał się niepozornie, a wręcz sielankowo. Sceny odgrywające się w domu głównej bohaterki i relacje między domownikami były momentami przesłodzone. Bałam się, że dalszy ciąg historii będzie utrzymywany w tym samym infantylnym klimacie. Moje obawy zostają rozwiane po około 100 stronach. Właśnie wtedy harmonijny świat wykreowany przez autorkę zostaje bezlitośnie zbrukany ludzką nikczemnością i bestialstwem. Zaprezentowana jest sfera, w której niżej postawionych obywateli traktuje się jak śmieci, a odmienności ludzkie jak wynaturzenia. Dość umiejętnie nakreślona jest ścieżka jaką kierują się ludzie żadni władzy. Schemat na jakim zbudowany jest Obóz Odrodzenia Ojczyzny przywodzi na myśl masowe ruchy polityczne o skrajnych ideologiach, a wszystko to powiązane jest z nieczystą siłą mającą swe źródło w pewnej księdze.

Fabuła została skonstruowana tak, aby intrygi i tajemnice zostały odkryte w odpowiednim momencie akcji. Mamy tu do czynienia z narratorem wszechwiedzącym, a to w połączniu z opisami dramatycznych incydentow daje upiorny efekt. Miałam wrażenie, że niektóre postacie w książce były zbyt wyidealizowane, a inne skrajnie sadystyczne. Kontrast ten sprawiał dość groteskowe wrażenie. Jednak można pomyśleć, że taki zabieg był zamierzony, aby spotęgować grozę. Dodam, że bohaterem, który zyskał moja sympatię był Artur. Pomimo tego, że dał się zmanipulować i wciągnąć w zanieczyszczony świat politycznych machlojek, to w odpowiednim momencie zrozumiał swój błąd i odpokutował winy. Motyw fantastyczny został umiejetnie wpleciony w historie, ale i w tym przypadku można było wyczuć wyraźną sprzeczność. Demoniczne moce Jeremiego zostały zestawione z wręcz anielskim darem Anny. Tajemnice i intrygi snute w toku wydarzeń wprowadzają napiecie i wywołują dreszcz emocji podczas czytania.

Jeśli jesteście fanami paranormalnych zjawisk i mrocznych klimatów, to „Reemisja” Izabeli Milik jest książką dla Was.

 

 

Za egzemplarz serdecznie dziękuję autorce.

One Comment

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *