O książkach,  Wydawnictwo Czarna Owca

“Śpiew kukułki” – Frances Hardinge

Przemoczona i zdezorientowana jedenastoletnia Triss przekracza próg domu, w którym zatrzymała się wraz z rodziną podczas wakacji. Wszelkie próby uzyskania informacji potrzebnych do ustalenia okoliczności i przyczyn wypadku kończą się niepowodzeniem. Okazuje się, że dziewczynka nie jest w stanie przypomnieć sobie wydarzeń minionego dnia. Co więcej, ledwo udaje się jej rozpoznać rodziców i siostrę Pen. Prześladuje ją nieprzyjemne wrażenie, że tamtej nocy, nad jeziorem Grimmer stało się coś przerażającego. Z każdym dniem dochodzi do coraz to bardziej niepokojących odkryć. Jej łzy przyjmują kształt pajęczyn, zamiast włosów gubi liście, oprócz tego czuje niepomierny i nieustający głód. Choć każdy jej krok prowadzi do niewiadomych, to za wszelką cenę stara się odzyskać utracone wspomnienia. Czuje się tak, jakby tamtej nocy jakaś część jej samej pozostała na dnie jeziora. Dzięki obserwacjom i uporowi w końcu natrafia na właściwy trop. Niestety to co odkrywa budzi w niej jeszcze większy lęk. Teraz już wie, że musi się spieszyć, aby ocalić to co utracone, a każda sekunda przybliża ją do nieuniknionego.

“Noc nie miała faworytów. Dziewczyna nieomal czuła, jak oplata się wokół świata, beznamiętnie jak smok, a gwiazdy są tylko odblaskami świateł na czarnych łuskach jej oczu.”

Frances Hardinge umieściła w swojej książce wszystko czego potrzeba aby dana pozycja mnie zachwyciła. Stworzyła niesamowity, baśniowy klimat, który momentami sprawiał, że wstrzymywałam oddech w oczekiwaniu na kluczowe zdarzenie. Każda strona przesiąknięta jest osobliwą i liryczna aurą, która sprawia, że czytelnik zanurza się w fabule całkowicie odcinając się od świata rzeczywistego. Język jakim się posłużyła w tej pozycji był barwny, mogłabym nawet powiedzieć, że melodyjny. Dobrała słowa tak, że stworzyły one jednolity i zrozumiały obraz. Pojawiły się interesujące metafory, które fantastycznie współgrały z nastrojem panującym w powieści. Autorka pięknie wykreowała postać głównej bohaterki, obdarowała ją empatią, bystrym spojrzeniem, sprytem i determinacją. Wszystkie te cechy stworzyły z niej pozytywną bohaterkę, która zaskarbiła sobie moją bezbrzeżną sympatię. W książce nie zabrakło żaru, który sprawia, że fikcja budzi się do życia. Hardinge płynnie wprowadziła nas w głąb przeżyć głównej bohaterki, która usiłuje zrozumieć sytuację w jakiej się znalazła. Przyglądamy się z bliska jej emocjom, poznajemy dylematy, z którymi musi się zmierzyć. Warto wspomnieć o jeszcze jednym bohaterze “Śpiewu kukułki”, mianowicie o społeczeństwie Oboczniaków, którzy starają się odnaleźć miejsce, w którym będą mogli wieść spokojne życie. Jest to grupa wygnańców posiadających osobliwe cechy wyglądu i charakteru. Zepchnięci z widoku, ignorowani, wykluczeni z życia społecznego, ponieważ ich dziwaczność stanowi problem, jest czymś co nie pasuje do idealnego schematu.

Autorka w swej książce umiejętnie splata motywy fantastyczne wraz z realizmem uwydatnionym np. w relacjach rodzinnych Crescentów. Wszystko to komponuje się zaskakująco dobrze. Poruszany jest tu również temat śmierci bliskiej osoby. Historia ta ukazuje,  jak ogromne ślady taka strata odciska na najbliższych, jak wpływa na ich życie, jak ich zmienia. W przypadku rodziny Crescentów mamy do czynienia z toksyczną nadopiekuńczością skierowana w stronę Triss. Co z kolei prowadzi do zaniedbania młodszej córki, która wskutek tego przybrała buntowniczą postawę.

Kiedyś przeczytałam ciekawe stwierdzenie, że czytelników nie da się podzielić na grupy, ponieważ stanowimy nieskończoną ilość rodzajów i przypadków. Osobiście nie mogę się z tym nie zgodzić. Nasze oczekiwania co do książek są różne, każdy w zupełnie wyjątkowy sposób postrzega dany tekst, dlatego tak ważne jest aby tymi spostrzeżeniami dzielić się z innymi. “Śpiew kukułki” zupełnie skradł moje serce. Od pierwszych zdań wiedziałam, że styl autorki mnie urzecze i tak też się stało. Fabuła rozwijała się szybko poprzez etapowe odkrywanie kolejnych warstw książki. Na początku mamy obraz rodziny zmagającej się z ogromną tragedią, która próbuje za wszelką cenę zamaskować swoje problemy i zachować pozory idealnych relacji. Później wraz z główna bohaterka odkrywamy bramy do abstrakcyjnego świata, gdzie poznajemy naszego antybohatera.W dalszej części akcja nabiera rozpędu, Triss niemal na każdym kroku doświadcza trudności na drodze do wybranego celu. Trzeba jednak dodać, że autorka potrafiła w odpowiednim momencie zatrzymać fabułę, aby pokazać stan wewnętrzny bohatera, lub wpleść plastyczny opis miejsca. Po połączeniu tego wszystkiego powstała piękna, klimatyczna historia.

“Śpiew kukułki” to książka jedyna w swoim rodzaju, nie potrafię przyporządkować jej do żadnej kategorii i to również z tego powodu uważam, że jest wyjątkowa. Historia ta należy do tych, które zostają z Tobą już na zawsze. Napisana jest oryginalnie i twórczo. Jestem nią absolutnie zachwycona i z pewnością niebawem sięgnę po kolejną książkę Frances Hardinge.

 

Moja ocena: 9/10

Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję Wydawnictwu Czarna Owca.

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *